newsletter

Bieganie w Drawieńskim Parku Narodowym

Drawieński Park Narodowy

Tegoroczna majówka to wyjazd do Drawna. Już drugi raz w tym roku, bo byłem tu już na początku kwietnia z racji maratonu w Dębnie. Tym razem jechaliśmy rodzinnie na ślub, ale nie był bym sobą nie łącząc tego z mini obozem biegowym, bo bieganie w Drawieńskim Parku Narodowym chodziło mi po głowie odkąd pierwszy raz zawitałem w tamte tereny.

Jeszcze we Wrocławiu zrobiłem research okolicznych tras biegowych w Garmin Connect i kilku innych serwisach. Ku mojemu zdziwieniu nie znalazłem ich zbyt dużo. Dobrze, że troszkę znam już te tereny i udało mi się urozmaicić plan. Zakładał on 5 dni z codziennym treningiem biegowym, a trasą główną było okrążenie jeziora Ostrowiec znajdującego się w samym sercu Drawieńskiego Parku Narodowego.

Pierwsze dni

Pierwszy dzień to trening z dwudziestoma rytmami. Całość zamykała się w 12km z czego cześć stanowiła runda wokół północnej części jeziora Dubie. Tego dnia, zupełnie bez zapowiedzi towarzyszył mi Cuffy – kundelek naszych gospodarzy. Mały dał radę i sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego, że ma z kim wypuścić się w dalsze tereny.

Cuffy – wspólne bieganie w Drawieńskim Parku Narodowym i okolicach

Drugi dzień miałem w planach około 15km luźnego wybiegania, ale z racji trasy i kilku nawrotek uzbierało się ich 21. Trasa znajdowała w lasach położonych na południe od Drawna i prowadziła głównie drogami pożarowymi. Pomimo braku szczególnych walorów turystycznych cisza i spokój rekompensowały mi ten fakt. Cuffiemu też ten plan pasował, chociaż tym razem było widać, że się zmęczył. Udało się nam na chwile zatrzymać koło strumyka, aby zuch mógł się napić dzięki czemu odzyskał pare w łapach i dokończyliśmy trasę.

Najmniej malowniczą trasę zaliczyłem trzeciego dnia. Plan był trochę inny, ale nie zaufałem do końca wygranemu trackowi GPS i zmodyfikowałem kurs podczas biegu. Zaowocowało to rundą wzdłuż pól, by następnie wbiec w las, ale od tej jego mniej atrakcyjnej części. Dodatkowo, raz dość konkretnie się wystraszyłem. Biegłem ścieżką kiedy w odległości jakichś 2-3 metrów ode mnie zerwało się do biegu 7 saren. Kompletnie nie widziałem ich schowanych w krzakach. Przemieściły się około 10 metrów, zatrzymały, obróciły w moja stronę i patrzyły ze zdziwieniem. Całe szczęście to sarny, a nie dziki. Wracając postanowiłem zweryfikować fragment, który wcześniej opuściłem. Pozostało mi żałować bo z pewnością szlak imienia Hetmana Stefana Czarneckiego zapowiadał się dużo ciekawiej. 

Dzień czwarty – bieganie w Drawieńskim Parku Narodowym

Cytując Tomasza Hajto – truskawka na torcie. Drawieński Park Narodowy jest piękny. Tyle ile udało mi się go poznać podczas poprzednich pobytów utwierdza mnie w tym przekonaniu. Niezależnie od tego w którym fragmencie koryta Drawy, Płocicznej czy Korytnicy się pojawisz, zawsze jest malowniczo. Te rzeki są niesamowite. Nie ukrywam, trochę to przeszkadza w bieganiu, bo masz ochotę zatrzymywać się co pięćdziesiąt metrów i robić zdjęcia.

Kulminacyjny punkt mojego biegania prowadził trasą wokół Jeziora Ostrowiec. Trasa jaką zaplanowałem miała 21,5 kilometra i udało się na niej nabić 150m przewyższenia. Pogoda zafundowała mi zarówno dobre warunki do biegania, ale też dodała mistyczności aurze Drawieńskiego Parku Narodowego. W lesie było lekko wilgotno po nocnych opadach, a w gęstszych partiach wciąż utrzymywała się lekka mgła. Mleczne chmury zmiękczały światło przeszywające korony drzew. Z pewnością będę musiał tu wrócić jesienią kiedy wszystko nabierze złotych odcieni.

No to w drogę!

Zaparkowałem auto na parkingu przy samym jeziorze. Tutaj również zaczynała się trasa mojego biegu. Szybka rozgrzewka, sprawdzenie ekwipunku i ruszyłem przed siebie. Już od początku trasy częstotliwość zmian otoczenia jest porównywalna ze zmianami tapet w Windowsie. Moczary, jezioro, wąska ścieżka, przepiękny most przez jezioro, molo. Jak tu pięknie. Wkraczam na most, gdzie kilku wędkarzy oddawało się swojemu hobby. Wszyscy skierowali na mnie swój wzrok – zrozumiałem, przeszdłem do marszu, aby nie spłoszyć im ryb biegnąc po drewnianej przeprawie. Kiedy zobaczyli mój gest fair play ich spojrzenie płynnie przeszło z groźnego w pełne szacunku. Za mostem ruszyłem żwawo przed siebie.

Bieganie w Drawieńskim Parku Narodowym
Trasa wokół Jeziora Ostrowiec

Początkowo moja trasa prowadzi ścieżką edukacyjną usytuowaną w południowej części jeziora prowadząc do zlokalizowanej na terenie parku, osady Ostrowite, której początki datuje się na 1588 rok. Znajduje się w niej kilka zabytkowych budynków, cmentarz oraz ruiny tutejszej świątyni. Na pokrytych mchem nagrobkach można odczytać niemieckie nazwiska. Jest to jeden z kilku cmentarzy zlokalizowanych w DPN. Biegnę dalej szeroką drogą, która prowadzi mnie do Starej Węgorni na rzece Płocicznej. Jest to chętniej odwiedzanych punktów turystycznych na szlaku. Kilka zdjęć i ruszam dalej przed siebie. Wciąż jestem zupełnie sam, wyłączam muzykę i oddaje się dźwiękom płynącym z lasu. Docieram do Pustelni znajdującej się kawałek na północ od jeziora. Tutaj moja trasa zawraca z powrotem na południe.

Stara Węgornia
Stara Węgornia na rzece Płocicznej

Szlak, który zapamiętam na długo

Wbiegam na żółty szlak, który prowadzi wzdłuż ujścia Płocicznej do jeziora, a potem jego stroną aż do parkingu z którego startowałem. Jest to przepiękny single track wiodący wysoko usypanym zboczem, z którego widać piękno tego fragmentu rzeki. Potem dostajesz przepiękny widok na jezioro. Co chwile mijam zejścia do stanowisk wędkarskich. Nie znam się na wędkowaniu, ale wydaje mi się, że to raj dla lubujących się w tym sporcie.

Wciąż jestem pod wrażeniem ciszy i tego, że jestem tu zupełnie sam. Biegnę wąską ścieżką, nie mogąc oderwać wzroku od jeziora i widoków jakie mam po obu stronach. Dobiegam do małego pola biwakowego. Ruszam w dół, a mój Garmin daje mi do zrozumienia, że zboczyłem ze szlaku. Zatrzymuję się zdziwiony. Przecież tu można biec albo w dół albo w górę. Trudno, zawracam i biegnę w przeciwnym kierunku. Garmin po chwili znowu sygnalizuje zejście z kursu. Co jest grane? Ani w jedną, ani w drugą, to którędy? Spokojnym krokiem cofam się kilkanaście metrów… jest! Na małym wzgórku, przysłonięty przez krzaki jest żółty szlak! Wbiegam, Garmin już nic nie ma do powiedzenia. Znowu inna sceneria, biegnę dalej wąską dróżką, mijając pokryte mchem konary drzew wyrastających z moczar. Jak tu jest magicznie! Szlak doprowadza mnie do głównej drogi, która potem funduje kilka atrakcji takich jak wieża widokowa, bieg drewnianymi schodami w dół do brzegu jeziora, by finalnie doprowadzić mnie do parkingu.

Na pewno tu wrócę!

Na parkingu parzę sobie yerbę. Spoglądam w strone jeziora. Wiem, że tu wrócę. Wiem, że będę tu za każdym razem, kiedy będę w okolicy. Trasa jest przepiękna, a największe wrażenie zrobił na mnie żółty szlak, który daje niesamowitą satysfakcję i wolność kilkukrotnie zaskakując. Cieszę się na samą myśl, bo w sierpniu będę miał okazję biegać tędy jeszcze raz. Zostaje mi jeszcze zaplanować coś na złotą jesień. Polecam każdemu, kto spędza aktywnie czas w pobliżu DPN.

Ślady GPS dla każdego treningu dostępne są na umieszczonych w poście aktywności na Stravie. Jeśli nie możesz się tam dostać, możesz je ściągnąć stąd.


Newsletter

Zapisz się do newslettera, żeby być na bieżąco!

Same konkrety, zero spamu! :)