newsletter

Nike Air Zoom Pegasus 35 – pierwsze wrażenia

Nike Air Zoom Pegasus 35

Patrzę i sam nie dowierzam w ten tytuł – co robi w nim Nike Pegasus 35? Zanim przejdę do sedna tego tekstu muszę przytoczyć pewną historię. Kiedy rozpoczynałem moją przygodę z bieganiem moim pierwszym obuwiem były jakieś totalnie budżetowe Adidasy Vanquish. Zrobiłem w nich około stu kilometrów, załapałem bakcyla i dość szybko postanowiłem ulepszyć swój ekwipunek.

Wybrałem się do kilku sklepów specjalistycznych, które oferowały pomoc w doborze obuwia. Każdy z punktów stosował odmienne metody doboru butów do biegania. Jedni proponowali wybierać z pośród trzech wyselekcjonowanych modeli, bazując na video zapisie naszego biegu z bieżni. Drudzy, stosując model progresywny, kazali przymierzać, mówić co gra, a co nie i tą drogą podawali kolejne egzemplarze, które miały zbliżyć nas do ideału biegając w sklepie lub przed nim. Tym sposobem miałem na nogach cały biegowy świat – asicsy, brooksy, adidasy, saucony, new balance… no i nike. A dokładniej Nike Pegasus.

Buty gigantów zawsze wyróżniały się prostotą. Miały design prosty jak projekt Poloneza Caro, a każdy z ich elementów nie miał osobnej nazwy technologicznej. Dla młodego biegacza oznacza to jedno – majorsi, robią po taniości, na odwal i chcą za to kupę kasy. Producenci niszowi, specjalistyczni, pakują kupę różnorakich technologii, testują je w zderzaczu hadronów, nawet pudełko na buty ma przypisaną do siebie nazwę technologii, a ich wysoka cena jest w pełni usprawiedliwiona. Czy te kilka lat biegania zmieniło u mnie sposób patrzenia na ten temat?

35 lat historii Nike Pegasus

Kiedy pierwsza edycja Nike Pegasus trafiła do sklepów miałem jakieś minus cztery lata. Prawdopodobnie gdzieś tam snuto o mnie plany. Jak podaje firma Nike – Pegasus jest ich najlepiej sprzedającym się butem biegowym… od zawsze. Obecny CEO Nike – Matt Parker – jest współtwórcą pierwszego Pegasusa. Był wówczas managerem działu projektowego. Jego kariera ewoluowała równolegle do Pegasusów. To but, który wyznaczał trendy w stylistyce i technologii od 1983 roku. Zainteresowanych odsyłam tu, albo tu – nie ma sensu przybliżać całej drogi tego uskrzydlonego konia jeszcze raz. Lecz nie zmienia to faktu, że można Pegasusy uznać za model wręcz kultowy.

Ja vs Nike

Gdzieś na osi czasu tej, jakby nie patrzeć, zasłużonej linii biegowej butów Nike pojawiam się ja. Jak się okazuje – totalny ignorant. Pierwsze buty jakie kupiłem za swoje uciułane pieniądze były śnieżnobiałe Nike Cortez – to było gdzieś lekko po 2000 roku. Wcześniej nosiłem kilka par Jordanów, potem przerobiłem całą gamę Air Max’ów. Nie wiem czemu, biegowo nigdy nie było mi po drodze z firmą Nike. Zapewne firmy takie jak Asics czy Brooks sprawiały bardziej zaawansowanych i zaangażowanych w branżę niż Nike. Z upływem kilometrów moja optyka uległa (wciąż ulega?) zmianie. Dzisiaj wiem już, że ta prostota gigantów coś wnosi. But nie musi wyglądać jak poskładany z tryliarda elementów, żeby być funkcjonalny. Przekonałem się wręcz, że im prościej tym efektywniej. Dzisiaj moimi faworytami są jakże proste New Balance Zante oraz Adidas Adizero Boston 6. Czy Nike Pegasus 35 mają szanse dołączyć do tego grona?

Pierwsze wrażenia

Wyciągam buty z klasycznego, pomarańczowego jak wigilijne mandarynki pudełka z logo Nike. Moje Pegasus 35 są w kolorze szarym z pomarańczową “łyżwą” oraz podeszwą. Producent określa je jako thunder gray/bright crimson. Zdumiewa mnie fakt, że nie czuję ich w ręce. Rzucam jednego na kuchenną wagę, wyświetlacz pokazuje 257g. Bardzo dobry wynik jak na buta o tej specyfice i rozmiarze 42,5. Dla porównania kładę wspomniane wcześniej NB Zante (wysłużone, należałoby dodać kilka gram) oraz Bostony – oba, pomimo większego rozmiaru (kolejno 43 oraz 43 1/3) ważą 238g. Zważywszy na to, że można je zaliczyć do kategorii startowej, to Nike Pegasus 35, będący pełną gębą butem treningowym ma się czym pochwalić. Fani modelu dostrzegają wiele różnić w porównaniu chociażby do poprzedniej edycji. Najistotniejszą z nich jest poduszka gazowa na całej długości podeszwy. System będący wizytówką Nike czuć ją już po pierwszym założeniu buta na stopę.

Wygląd i wykonanie

Nie ma co ukrywać, że desing Pegasusów jest bardzo charakterystyczny. O ile z przodu but nie wbija w fotel i jest dość zachowawczy, to jego tylna część z charakterystycznie pociągniętym zapiętkiem oraz szpiczastej podeszwie wzbudza ciekawość. Soczystości mojemu modelowi dodaje kontrast pomiędzy sygnałową pomarańczą, a wyraźnie smutnym, deszczowym szarym, który przeważa na cholewce. Podeszwa środkowa wykonana jest z szarej pianki Cushlon co potęguje wrażenie monolitu w tym bucie. Kiedy wpatrzyłem się w cholewkę, jej dwustopniową szarość miałem skojarzenie z wełnianą skarpetą, taką typową, która wychodzi z drutów od babci. Zewnętrzna tkanina sprawia wrażenie grubej i ciepłej.

Nike Air Pegasus 35 - cholewka
Nike Air Zoom Pegasus 35 – czy nie wygląda jak wełniana skarpeta? 🙂

Cholewka wykonana jest z dwóch warstw. Warstwa środkowa jest również mięka i sprawia wrażenie przewiewnej.

Kiedy spróbowałem zajrzeć do środka, pierwszy na drodzę stanął mi język. Nie widziałem jeszcze tak mocno wszytego języka w bucie. Osobiście bardzo lubię, kiedy język jest umocowany solidnie. Poza oczywistym pozycjonowaniem języka, ta funkcja zapobiega dostawaniu się do środka małych kamyczków czy chociażby wpływa na lepsze dopasowanie do stopy. Język w Nike Pegasus 35 jest przymocowany już praktycznie od samej góry, co starałem się uchwycić na poniższych zdjęciach.

Pod względem jakości wykończenia nie ma się do czego przyczepić. Nike Air Zoom Pegasus 35 wykonane są z należytą starannością, nie ma tutaj miejsca na wypływający klej, krzywe szycie (mamy technologię bezszwową) czy inne estetyczne faux pas.

Podeszwa w Pegasus 35

Podeszwa w Pegasusach jest podzielona na dwie sekcje. Sekcja wewnętrzna zajmuję około 2/3 powierzchni buta i składa się z bloczków w kształcie plastrów miodu, które zwiększają swój rozmiar od strony pięty w kierunku palców. Należy zwrócić uwagę na głębokość i charakterystykę bieżnika. Śmiało daje nam do zrozumienia, że nasze skrzydlate konie chętnie przeniosą się z treningiem do parku, lasu czy na inny ubity szlak. Pozostała 1/3 podeszwy to protektor o innej charakterystyce, mniej agresywnej, bardziej nastawionej na samo przetoczenie stopy. W przedniej i środkowej części podeszwy grubość gumy jest całkiem spora, jednak na pięcie widać już zdecydowanie mniej. Zastanawiam się, czy nie będzie to miało negatywnego wpływu na przyśpieszone zużycie tego elementu buta u osób, które podczas biegania mocno lądują na pięcie. Mam wrażenie, że w takim przypadku guma dość szybko się zje i dostawać będzie pianka.

Niestety, ale cechą charakterystyczną tego modelu są szybko pojawiające się zagięcia pianki widoczne z boku buta. Wystarczy założyć i chwilkę pochodzić, poskakać w bucie. Nawet dla osoby o mojej wadze.

Nike Pegasus 35 - podeszwa

Jak leżą na stopie?

Jak pisałem wcześniej, język jest podszyty dość wysoko i na całej długości. Zawęża to światło dla wkładania stopy. Z reguły lubię pomagać sobie łyżką do butów, przy Pegasusach było to nawet wskazane. Nike Pegasus 35 mają wąskie kopyto, otulające dokładnie stopę. Moją klasyfikuję pomiędzy wąską, a normalną. Tutaj czuję, że but jest wyraźnie spasowany. Osobom, które posiadają szerszą stopę sugeruję przymierzyć buta zanim zdecydują się na kupno online. But wyraźnie utrzymuje również łuk stopy i potrzeba chwili, żeby się do tego przyzwyczaić.

Kolejnym aspektem istotnym dla biegaczy ze stopą szerszą niż standard może brakować miejsca na palce. Mam wrażenie, że pomimo miękkiej cholewki palce są skazane na lekką ciasnotę. Nie wydaje mi się, aby tego typu materiał cholewki miał jakieś tendencje do rozbijania się. Chętnie zaobserwuję jak to wpływa na stopę przy dłuższych wybieganiach. But w środku jest miękki. Wkładka wykonana jest z całkiem grubej i puszystej pianki, która niewątpliwie dodaje komfortu w środku.

Ostatnim elementem, na który proponuję zwrócić uwagę jest długość sznurówek. Co prawda, nie skreśla to buta, ale dla osób z bardziej uwypuklonym grzbietem stopy sznurówki oryginalne mogą okazać się za krótkie. Zwłaszcza, jeśli ktoś wiąże na tzw. uszka (z użyciem ostatniej dziurki).

Nike Pegasus 35 - język
Nike Air Zoom Pegasus 35 – język

Pierwszy trening w Nike Pegasus 35

Dawno nie biegałem w butach o takiej specyfice jak moje nowe Nike. Pegasus 35 dobrze trzyma stopę. System FlyWire odpowiedzialny za nadanie dodatkowej stabilizacji dobrze spełnił swoją funkcję. Czułem się stabilnie, ale bez zbędnego skrępowania – to zasługa elastycznego, dobrze układającego się materiału cholewki. But nie jest zawiązany mocno, tyle o ile, żeby starczyło mi do zawiązania sznurówek (metoda na “uszko”). W tej kwestii dużo robi sama waga buta. Otrzymujemy stabilne rozwiązanie, którego nie czujemy z każdym krokiem.

Pierwszy trening robiłem rano, przez noc padało i nie udało mi się uniknąć jednej kałuży. Materiał cholewki szybko poradził sobie z nadmiarem wody i pozwolił szybko zapomnieć o tym incydencie. Jak wspomniałem, biegałem po mokrym i nie mogę narzekać na przyczepność podeszwy. Moim zdaniem brakuje jej do gumy Continentala stosowanej w Adidasie, jednak nie mogę mieć do niej większych zastrzeżeń. Pianka jest na tyle gruba i sprężysta, że bardzo dobrze wybiera nierówności. Przy nowym bucie zauważam, że momentami nie rejestruje zmian nawierzchni z asfaltu na drobną kostkę brukową. Pegasusy pozwalają mi skupić się na innych rzeczach niż takie błachostki jak aktualne podłoże. I dobrze.

Nike Pegasus 35 - z profilu

Zapiętek jest sztywny u nasady, miękki u ujścia z charakterystycznym dziubkiem. Nie spodziewałem się rewelacji płynących z tego rozwiązania, ale muszę przyznać, że działa to całkiem fajnie. Nie daje o sobie znać żadne mechaniczne oddziaływanie na okolice Achillesa. Jeśli o mnie chodzi, zdecydowałbym się na trochę mocniejsze trzymanie pięty. Przy pierwszych kilometrach miałem wrażenie, że może mi uciec z buta. Skończyło się tylko na wrażeniu, które po chwili ustąpiło.

But fajnie się prowadzi. Przy 10mm dropie nie wymusza lądowania na pięcie, ale też nie specjalnie zachęca do biegania ze śródstopia. Aspekt, któremu będę się bacznie przyglądał to dynamika Nike Pegasus 35. W momencie kiedy to pisze, jestem po dwóch treningach, na których robiłem rytmy 100x100m. Oba były wczesnym porankiem – okolice 6 rano. To nie dobra pora na krzesanie z siebie supermocy. Ciało jest jeszcze spięte po śnie i szybka rozgrzewka nie zdziała tutaj cudów. Ewidentnie brakowało mi czegoś, żeby rozbujać ten but, brakowało mi w nim dynamiki. Będę to sprawdzał jeszcze podczas treningów za dnia. Z rana miałem wrażenie, że skrzydlate konie same jeszcze śpią.

Nike Pegasus 35

Podsumowanie

Nike Pegasus 35 to na pewno dobrze wykonany but, nieprzekombinowany miejski all rounder. Podoba mi się w nim prostota, dobrze zaprojektowana i przewiewna cholewka i mocny bieżnik, który sprawdzi się od asfaltu po leśne ścieżki. Z pewnością do dalszej obserwacji zostawiam sobie dynamikę buta i samą piankę Cushlon. Z innych recenzji wiem, że dość szybko się zagina, co widać zdjęcie wyżej. Zobaczymy jaki to będzie miało w pływ – w NB Zante oznaczało już koniec amortyzacji.

Nike Air Zoom Pegasus 35, bo tak się jegomość zowie w pełni, to but z historią i zasłużonym szacunkiem. Dla mnie to pierwszy kontakt z tym obuwiem, choć był mi on polecany jakieś 4-5 edycji wstecz. Wtedy nie skorzystałem, teraz moja optyka uległa zmianie i może zostanę kolejnym fanem marki.

Więcej szczegółów dotyczących użytkowania Nike Pegasus 35 ukaże się w teście po 200 kilometach oraz w podsumowaniu żywota, czyli około 1000km.

Zachęcam do zapisania się do newslettera oraz śledzenia profilu na facebooku, żeby nie przegapić kolejnych doniesień. Jeśli śmigasz w Nike Pegaus 35 podziel się swoją opinią w komentarzach. Dzięki!

Newsletter

Zapisz się do newslettera, żeby być na bieżąco!

Same konkrety, zero spamu! :)