newsletter

Podsumowanie biegowego 2019 roku

Medal i numer z Ultra Trail 68km z DFBG
Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich

Kiedy zaczynam pisać ten tekst jestem już po ostatnim treningu w tym roku. Imieniny dzisiaj obchodzi Sylwester, a jutro według mojego planu treningowego mam wolne. Pewnie umknie kilka wirtualnych odznak za twarde, noworoczne postanowienie i wejście na sportowo w Nowy Rok. No cóż, brak systematyczności mi nie grozi, a przynajmniej spędzę czas na dokończeniu tego podsumowania.

W 2019 z pewnością nie zadbałem o stronę tak jak chciałem. Można powiedzieć, że nie zrobiłem praktycznie nic. Mam nadzieję, że 2020 rok będzie zgoła inny i uda mi się sukcesywnie dodawać treści na Stary’s Diary. Do kilku pozycji z tegorocznego podsumowania brakuje jeszcze osobnych artykułów – zobowiązuje się nadrobić je na dniach!

Zimowy Janosik – jak zimowe biegi kształtują charakter

Zimowy Janosik to wciąż najpiękniejszy pod względem scenerii bieg, w którym startowałem. Pomimo skrócenia trasy ze względu na nadmierne opady śniegu pogoda dopisała uwydatniając czar Pienin. Ten maraton dzielę na diametralnie różne połówki. Pierwsza – malownicza i pompująca w serce miłość do biegania w górach. Druga – kształtująca wytrwałość, charakter, stanowiąca niesamowity trening dla głowy, który procentował w pozostałej części sezonu. Relacje znajdziesz tutaj.

Zimowy Janosik 2019 – Spacer Murgrabiego – Stary’s Diary

Maraton Dębno – rozpoczęcie przygody z Koroną Maratonów Polskich

Pod koniec 2018 w mojej głowie zrodził się pomysł na dopięcie KMP. Kilka lat temu zacząłem przygodę z maratonem asfaltowym na poznańskich ulicach. Wtedy z przyczyn niezależnych ode mnie nie pociągnąłem tematu dalej. W kwietniu wystartowałem w Dębnie kończąc z czasem 3:20:43. Czas z poznania lepszy o 30 minut. Ten maraton dał mi dużą satysfakcję z tego, że praca wykonywana na treningach nie idzie na marne. Brak kryzysów, równe tempo pomimo tego, że pierwszy raz w tym roku biegłem przy temperaturach powyżej 20 stopni. Relacji brak, ale prawdopodobnie gdzieś mam jakiś szkic, jak znajdę to dokończę i link znajdziesz tutaj.

Zostałem ultrasem – DFBG 2019 – Ultra Trail 68km

Moja droga do pierwszego ultra nie była prosta i łatwa. Nie udało się wystartować w 2018 roku (B7D w Krynicy) przez kontuzję w okresie przygotowawczym i zredukowałem dystans ze 100 na 30 kilometrów. Festiwal w Lądku-Zdrój darzę wielkim sentymentem, to tutaj pierwszy raz startowałem w zawodach górskich. To właśnie Trojak Trail i pierwsze treningi na Ślęży zaiskrzyły i wskazały mi nowy kierunek mojego biegowego życia. Myślę, że to chyba najcenniejszy dla mnie punkt tego sezonu.

Ultra Trail udało mi się ukończyć z całkiem niezłym rezultatem, zważywszy na fakt, że traktowałem ten start bardziej jako sprawdzenie co znajduje się za 42 kilometrem. Udało się ukończyć, dowieźć niezły wynik jak na debiut oraz wyciągnąć masę wniosków, które również miały wpływ na bieg zdarzeń w pozostałej części roku. 

Pozdrawiam również Karola, z którym przebiegłem połowę trasy co upamiętnia nasze JEDYNE wspólne zdjęcie z zawodów. Do zobaczenia niebawem w Rudawach i później na ZUK’u! Więcej przeczytasz tutaj.

Wpadamy na metę – fot. Paulina Bartosińska / strona Facebook DFBG

Zmiana trenera

Po ponad półtorej roku współpracy z Jackiem Sobasem zdecydowałem się na zmianę. Wspomniany wyżej Ultra Trail był jedną ze składowych, mających wpływ na decyzję, którą podjąłem. Poza ogólną chęcią zmiany, zastrzyku nowej motywacji postanowiłem nawiązać współpracę z kimś o mocno górskim doświadczeniu. Potrzebuję takiego spojrzenia, aby rozwijać się górsko. Wybór padł na Bartłomieja Przedwojewskiego. Póki co jestem bardziej niż zadowolony i z determinacją spoglądam w stronę 2020 roku.

Letni Bieg Piastów – o tym jak głowa robi wynik

Na Letni Bieg Piastów zapisałem się trochę rzutem na taśmę. Z jednej strony miałem ochotę coś pobiec w sierpniu, a z drugiej miałem chętkę na tamtejszy dystans ultra (ok. 50km). Niestety limit uczestników był już osiągnięty więc postawiłem na półmaraton. Dzięki tym zawodom zrozumiałem jak ważne są koncentracja, chłodna, ale ambitna i silna głowa. 

Udało mi się zrealizować założenia takie jak: start w czole (ale bez szarżowania), nie przechodzenie do marszu na podbiegach oraz taktykę co do picia i jedzenia. Doszła do tego dobra dyspozycja i zaowocowało to 10 miejscem OPEN oraz 5 w kategorii M30. Przy czym zaznaczę, że czas to 1:38 przy blisko 500m przewyższeń. Jestem szczególnie dumny z tych zawodów, ponieważ nie popełniłem błędów, a wyciągnięte wcześniej wnioski przełożyłem na wynik. Niestety, nie pisałem na bieżąco i nie pamiętam z tych zawodów na tyle szczegółów, aby upamiętnić to wpisem.

Maraton Warszawski – o krok od złamania 3h na dystansie maratonu

To był trzeci bieg w tym roku, w którym wystąpiła dziwna zależność. W Dębnie, Jakuszycach i właśnie w Warszawie miałem jakiś incydent przed startem. W Dębnie oparzyłem się wrzątkiem, w Jakuszycach poparzyłem się pokrzywą, a przed startem w Warszawie ledwo przespałem noc ze względu na bóle zębów. Chciałem atakować 3:10, rano stwierdziłem, że wykręcenie 3:20 będzie wszystkim co mogę na tą chwilę z siebie wykrzesać… a na metę wbiegłem po 3:01. Niewiele brakowało do niespodziewanego złamania 3 godzin w maratonie. To byłby sztos sezonu. Więcej na temat przeczytasz w osobnym wpisie.

41. Maraton Warszawski
Na ulicach stolicy biegnę po życiówkę na królewskim dystansie.

Poznański maraton puszczam w niepamięć

W październiku zawitałem do Poznania biegać królewski dystans po raz drugi. Od Warszawy wydarzyło się kilka rzeczy. Przede wszystkim wyrwałem ósemkę, która dawała wtedy o sobie znać. Niestety zanim udałem się do dentysty musiałem się przekonać o sile bólu jeszcze kilku krotnie. Wypadło mi z tego powodu kilka treningów. Wysłałem swojego Fenixa5 na reklamację do Niemiec (zakup niemiecki). Trenowałem bez, poziom frustracji sięgał zenitu, a przy tym przyszło mi biegać maraton bez zegarka.

Te zawody to krótko mówiąc komedia pomyłek. Byłem głupi i mogłem wziąć chociaż jakiś stoper, ale ja zaufałem aplikacji Stravy i jej komunikatom głosowym, które w pewnym momencie sytuowały mnie niecałe 2 kilometry dalej niż wskazywały to oznaczenia trasy. Zarówno tempo jak i dystans były oderwane od realiów niczym wiadomości na TVP1. Do pewnego momentu myślałem, że wynik ze stolicy jest w zasięgu, jednak kiedy zacząłem widzieć rosnącą różnicę wpadłem w lekką dezorientację. Kiedy na maratonie w okolicach 35 kilometra pytasz gościa, który wskazuje mu zegarek słyszysz, że jesteśmy na 33 kilometrze to głowa zaczyna świrować. Wpadłem w kryzys. Taki paraliżujący. Czas zaczął uciekać, mnie rozkładało każde pofałdowanie terenu i finalnie dobiegłem na metę z czasem 3:14:08 netto, 401 OPEN i 386M. Niby tragedii nie ma, ale to bieg, który nie zasłużył nawet na osobny wpis, poza tym akapitem.

Wycofuję się z GUR Gdańsk

Ze startu w Gdańsku nie mam dużo do opowiadania, bo po prostu tam nie wystartowałem. Na niecały tydzień przed wylądowałem na lekach steroidowych i antybiotykach ze względu na mocne zapalenie oskrzeli. Byłem na pograniczu zapalenia płuc. Choroba wymusiła na mnie blisko dwutygodniowe roztrenowanie (2 tygodnie przerwy od biegania, w drugim tygodniu jeździłem na trenażerze). Szkoda, to miałoby przypieczętowanie ultra tego sezonu. Trasa 85km z bardzo biegowym profilem. Trudno. 

Wydaje mi się, że mogę być zadowolony z tego roku

Uważam ten rok za udany. Nie doskwierały mi kontuzje (poza małym problemem z Achillesem w maju), udowodniłem sobie wiele rzeczy, czyniłem progres. Mimo to, wydaje mi się, że to jeszcze daleko do sufitu moich możliwości – jakkolwiek to brzmi. Z pewnością jestem mądrzejszym biegaczem, ale też bardziej pewnym siebie. Bo nie ukrywajmy, mój roczny kilometraż oraz suma przewyższeń nie imponują. Wnioskuję po tym, że jest jeszcze miejsce na poprawę.

Rok 2019 kończę ze świadomością, że wykorzystałem go tworząc solidną bazę na rok 2020. Wiem, że zmiana bodźców treningowych oraz to co udało mi się wynieść z tego roku zaprocentuje w przyszłości. Na pewno teraz więcej uwagi przyłożę do aspektów górskich, bo te odegrają w przyszłym roku znaczącą rolę. To co w tej chwili zawiera mój kalendarz startowy dostarczy mi wiele wrażeń, nauczek i doświadczeń. Lecimy z tym!

Rok w cyfrach wyglądał jak poniżej. Na przyszły rok postaram się przygotować infografikę.

Kilometraż w 2019 roku
Kilometraż w 2019 roku

Łącznie wyszło:

  • 2.387 kilometrów wybieganych
  • 17.319 metrów przewyższeń
  • 180 treningów biegowych
  • 214 godzin i 31 minut

O planach na 2020 rok już niedługo na blogu.

Newsletter

Zapisz się do newslettera, żeby być na bieżąco!

Same konkrety, zero spamu! :)