newsletter

Ultra Trail 68km na DFBG – o tym jak zostałem ultrasem

Zaczynałem pisać ten tekst na świeżo. Była godzina 20:00, po wyścigu Ultra Trail 68km, czekałem na pizzę w pizzerii na środku rynku w Lądku Zdrój, skupiając całą swoją uwagę na pulsujących nogach oraz kilku innych częściach ciała.. Szczerze, to nie było tak źle jak się tego spodziewałem. Czas pokazał, że w kolejnych dniach też nie było dramatu. Zwlekałem z tym tekstem aż do dzisiaj, licząc, że pojawią się jakieś zdjęcia na oficjalnych kanałach festiwalu. Niestety jestem niewykrywalny przez obiektywy, a sam skupiony na biegu nie zrobiłem ani jednego zdjęcia z trasy. Mało tego, wziąłem drona, marzyłem o pięknych zdjęciach okolic z lotu ptaka. Nie zabrałem kontrolera. Jedyne zdjęcie, to to powyżej. Zrobione z parkingu przed pensjonatem, przed samym wyjazdem do domu…

Ultra Trail – co się odwlecze to nie uciecze

Ten bieg miałem zrobić już w 2016 roku. Niestety życie czasem komplikuje realizacje planów i tak z pierwszym ultra musiałem się wstrzymać. Miałem przerwę w bieganiu i wszystkie starty odłożyłem na później. Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich ma dla mnie sentymentalną wartość. To właśnie tutaj wystartowałem w pierwszych górskich zawodach, zaczynajac delikatnie od rozgrywanego w ramach festiwalu Trojak Trail 10km. W ubiegłym roku nie czułem się jeszcze mocny na ultra, ale zaliczyłem tutejszy Złoty Półmaraton. Patrząc wstecz to Ultra Trail 68km miał być moim pierwszym ultra maratonem, tak też się stało, choć kilka lat później.

Ultra Trail 68km liczy sobie 2727 metrów przewyższenia. Takie dane dostarczył mój zapis trasy. Trasa prowadzi z Lądka Zdrój na południe w stronę Trojaka, zawracając w Śnieżnickim Parku Krajobrazowym na północ, prowadząc przez Stary Gierałtów w stronę granicy polsko-czeskiej i tą aż do Złotego Stoku i stamtąd do Lądka Zdrój.

Przygotowania do startu

Nie ukrywam, pierwszy start tego typu niesie ze sobą wiele znaków zapytania. Nie lubię opierać się na doświadczeniach innych, a nie mając na koncie startów podobnego kalibru jednak trzeba się trochę zasugerować radami bardziej obeznanych w temacie kolegów. Oni jednak nie mają pojęcia jak zareaguje Twoje ciało na taki wysiłek i czy w ogóle jesteś w stanie go wykonać. Postanowiłem ograniczyć sugestie do minimum, a skupić się na zapewnieniu sobie sprzętu obowiązkowego wymaganego przez organizatora i wokół tego zobaczyć co jeszcze będzie mi potrzebne. Wiadomo, że kiedy nie wiesz czego się spodziewać prostym i chyba nieuniknionym błędem jest zabranie zbyt dużej ilości sprzętu i tym podobnych.

Nasłuchałem się ostatnio podcastów, naczytałem książek o ultrasach oraz ich blogów. Z tych wszystkich źródeł płynęła ważna rada – planowanie jest kluczem. Dzięki odpowiedniemu rozplanowaniu ekwipunku, żywienia zyskujemy nie tylko mniej gramów/kilogramów na plecach, ale przede wszystkim spokojną głowę. Prosty, aczkolwiek nie taki oczywisty myk. Usiadłem z mapką trasy, sprawdziłem rozłożenie punktów odżywczych. Dzięki temu ograniczyłem liczbę żeli i batonów do niezbędnego minimum. Zdecydowałem jeść je pomiędzy bufetami, a na tych to co oferują. Rozpisałem sobie też ile bidonów napełniać na każdym z punktów, biorąc pod uwagę dystans do kolejnego oraz trudność danego etapu. Kilka wskazówek oraz notatek zaznaczyłem sobie na numerze startowym. Nie chciałem skupiać się na kalkulowaniu czy sprawdzaniu lokalizacji na zegarku/telefonie. Dlatego super opcją jest profil trasy na numerze startowym. Szkoda, że nie wszyscy organizatorzy go tam umieszczają!

Sprzęt na Ultra Trail 68km

Chyba najtrudniejszy etap przygotowań. Rozpocząłem go już kilka miesięcy przed startem. Brakowało mi komfortowych butów na szlak. Tutaj postawiłem na Brooks Cascadia 13 i ich recenzję przeczytać możesz tutaj [link niebawem]. Z nowych rzeczy postawiłem jeszcze na spodenki Columbia Titan Ultra II oraz dołożyłem skarpetki Compressport ProRacing Socks v.3.0 Trail. Ze spodenek jestem zadowolony bardziej niż bardzo. W ogóle nie zdawałem sobie sprawy z ich istnienia, nie pomyślałem o nich nawet przez sekundę biegu. Żadnych otarć, dyskomfortu, zmian pozycji. Rewelacja. Co do skarpetek mam mieszane uczucia, po biegu wyglądały na dość zmęczone. Ten model jest bardzo dobrze wentylowany, ale miałem uczucie, że skarpetka mi lekko pływa na spoconych stopach.

Czego nie widać na zdjęciu, a jest spakowane w środku to kurtka Inov-8 Windshell FZ. Zadowolony z modelu Stormshell postanowiłem nabyć coś bardziej przystosowanego do letnich warunków. Ta wiatrówka zapewnia również ochronę przed deszczem. Kurteczka przebyła całą trasę w kamizelce, nie było jej dane pokazać swoich możliwości. Na pewno dam znać kiedy już jej użyje.

Ekwipunek na Ultra Trail 68km
Ekwipunek przygotowany do akcji. Zapomniałem zrobić zdjęcie wszystkich elementów przed spakowaniem. Wyszło mało blogersko 😉

W moim ekwipunku znalazły się również kijki biegowe Black Diamond Distance Carbon oraz ulubiona kamizelka Ultimate Direction FKT Vest Scott Jurek wraz ze sztywnymi bidonami UD. Długo zastanawiałem się czy dokupić duże softflaski na ten bieg, z bukłaka zrezygnowałem na starcie. Lubię go na wycieczki, na start szybsze do uzupełnienia są bidony/flaski. Z racji kurczącego się czasu i finansów zostałem przy bidonach.

Jeśli chodzi o suplementację to po raz kolejny skorzystałem z produktów firmy ALE, a mianowicie żeli energetycznych bez kofeiny o smaku cytrynowym (akurat w ich sklepie online nie było mojego ukochanego smaku truskawka-banan) oraz batonów Energy Raw. Dodatkowo w bidonach lądowały tabletki High5 Zero Neutral, które dbały o poziom elektrolitów, a wspierały je oczywiście tabletki ALE HydroSalt. Awaryjnie wziąłem jeszcze ze sobą dwie tabletki z kofeiną z Formotivy, będące prezentem w pakiecie. Wiem, nie testuje się nowych rzeczy na zawodach. Wziąłem je jedynie awaryjnie. Wypróbowałem je zaraz za ostatnim bufetem, niespełna 10km od mety. Pobudziły, odgruzowały, zdały egzamin.

Kryzys na pierwszym ultra?

Nie ukrywam, miałem pewne obawy co do tego, co spotkam za 42 kilometrem. Z drugiej strony czułem się przygotowany jak nigdy. Treningi na Ślęży, w Walimiu czy trzebnickim Lesie Bukowym tylko utwierdzały mnie w przekonaniu. Nawet krótka pauza na przełomie czerwca i lipca spowodowana dziwnym bólem Achillesa nie spowodowała jakichś perturbacji. Niemniej jednak, tuż za 42 kilometrem czekało mnie jeszcze 26 kolejnych…

Znowu powołam się na plan. Tak. To niewątpliwie składnik, który pozwolił mi skupić się na zadaniu. Segmentacja trasy, punkty kluczowe i segregowanie myśli w głowie to podstawa sukcesu. Miałem proste założenia. Wystartować na czole i postarać się utrzymać do Trojaka, żeby potem nie utknąć w turnusie wycieczkowym, który będzie determinował moje tempo. Udało się. Założyłem też, że odpuszczam pierwszy bufet i zatrzymuje się na drugim, który zlokalizowany był w okolicach 21 kilometra. Półmaraton. Obawiałem się podejścia na Czernicę. Najdłuższego i najbardziej stromego na trasie. Kiedy je przekroczyłem, kolejny motywujący bodzieć w głowie – najgorsze za mną. Na 34 kilometrze pierwsza myśl – połowa zaliczona. Na 42 kilometrze… mamy maraton, został tylko półmaraton. I tak dalej. Grunt to pozytywne myślenie. Mi pomaga dzielenie sobie trasy na odcinki, przeliczanie na procenty dystansu, odhaczanie ich jeden po drugim.

Profil trasy Ultra Trail 68km – źródło: dfbg.pl

W okolicach 40 kilometra spotkałem Karola. Choć pierwsze kilometry były podejściem gdzie poza rzuceniem w powietrze soczystego k*urwa lub ja pie*rdole, nie odzywaliśmy się zbytnio do siebie. Potem jednak zaczęliśmy trajkotać i tak nam zeszło do samej mety. Nie było czasu na rozmyślanie o kryzysie, był kompan, wyprawa szła, organizm się nie buntował. No i te ogórki małosolne na ostatnim bufecie!

Apetyt na więcej – podsumowanko

Wielu mówi, że po przekroczeniu mety czujesz ulgę zmieszaną ze wstrętem do biegania. Powtarzasz sobie, że nigdy więcej i dwa dni później łapiesz się na szukaniu kolejnych zawodów. Tak akurat nie miałem, czułem dumę, ulgę też i przede wszystkim satysfakcję. Dopiąłem swego, a także przekroczyłem pewną granicę. Kolejne ultra mam zaplanowane na grudzień podczas Garmin Ultra Race w Gdańsku. Czas wyciągnąć wnioski, poszukać co można zrobić lepiej. Na pewno będę dążył do optymalizacji ekwipunku – w gramach drzemie siła. Z pewnością będę dalej sumiennie kontynuował trening uzupełniający oraz dbał o regenerację. W tym roku czerpię z tego korzyści, a Ultra Trail na DFBG tylko mnie w tym utwierdził.

Minęło półtorej tygodnia od startu, a ja zadaje sobie pytanie czy wrócę jeszcze na Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich? W tej chwili nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Szczerze, to zarówno Złoty Półmaraton jak i Ultra Trail nie należą do tych pięknych i malowniczych tras. Mało tego, prowadzą tak gęsto przez las, że nawet nie ma na co spojrzeć. Technicznie to przyjemnie wymagające ścieżki, ale ostatnio chyba brak mi otwartej przestrzeni i innego klimatu niż dolnośląski. Jeśli wrócę to na K-B-L lub Super Trail za kilka lat, aczkolwiek pojawia mi się myśl na pobicie tegorocznego czasu na Ultra Trail. Czas odpocząć od DFBG, chociaż mój sentyment do tej imprezy stale rośnie, bo przecież zarówno pierwsze zawody górskie jak i pierwsze ultra zaliczyłem właśnie w Lądku.

Podsumowując:

  • miejsce 56 open (M 52 / M30 – 28) z 387 startujących – pełne wyniki pod tym linkiem
  • 2.727 metrów przewyższenia
  • Czas 8:52:03

Newsletter

Zapisz się do newslettera, żeby być na bieżąco!

Same konkrety, zero spamu! :)